Rockowa wycieczka po Ząbkowicach Śląskich z Frankenstein Children

Wielu świetnych muzyków pochodzi z Ząbkowic Śląskich. Zespoły takie jak, Będzie Dobrze, Sierra Manta czy Nowe Jerusalem były swojego czasu znane w całej Polsce.  Nie możemy również zapomnieć o solowych sukcesach Pawła Kowalczyka, niegdyś wokalisty ząbkowickiego zespołu Junkers, który wystąpił w programie Idol.

W naszym powiecie zawsze byli muzycy, którzy potrafili namieszać na polskiej scenie muzycznej. Współcześnie, w Ząbkowicach również nie brakuje utalentowanych zespołów. Frankenstein Children jest niewątpliwie jednym z nich.

Zespół oryginalnie tworzyło trzech ząbkowiczan: Wojtek Opioła (gitara elektryczna), Daniel Moskal (perkusja) oraz Szymon Paczkowski(wokal i gitara basowa).  Chłopaki na swoim profilu na Facebooku wspominają początki zakładania zespołu w następujących słowach.

Był sobie zespół. 3 chłopaków. Nie mieli pojęcia. co robią na tym świecie. Jako 15-letni szczyle chwycili za wiosła, pałki, co było pod ręką… i grali. Brzmieli koszmarnie, ale zabawa była przednia.

Po rzekomym “koszmarnym” graniu zespołu nie ma już najmniejszego śladu. Frankenstein Children grają  rocka w najlepszym tego słowa znaczeniu. Żaden artysta nie lubi być porównywany z innym, ale skojarzenia z gwiazdami  sceny punkowo-rockowej, takimi jak The Clash czy Red Hot Chilli Peppers  nasuwają się same.

Jednak Frankenstein Children idzie o krok dalej, konsekwentnie rozwijając swój własny styl oraz unikatowe brzmienie. Dlatego krzywdzącym byłoby przyporządkowanie zespołu do jednego gatunku muzycznego. Muzyka Frankenstein Children często orbituje w różnych muzycznych kierunkach. Niemniej spiritus movens zespołu jest muzyka rockowa z domieszką elektroniki.

W 2016 r. zespół wydaje swoją pierwszą płytę zatytułowaną “I’m here somwhere”.  Płyta zostaje świetnie przyjęta przez krytyków muzycznych.

Frankenstein Children oferuje niesamowity, zapadający głęboko w pamięć klimat niebanalny i nieprzerobiony przez wszystkich dookoła (…) To materiał od początku do końca przemyślany, przestrzenny i wymagający odpowiedniego skupienia, czasami wręcz drapieżny.

Z albumem “I’m somwhere here” wiąże się świetna anegdota związana z radiową Trojką w tle oraz z samym Wojciechem Mannem, w jednej z głównych ról.

Historia z Mannem prawdziwa. Wyglądało to tak, że wysłaliśmy mu naszą pierwszą płytę. Okładka płyty tak zaintrygowała Pana Wojciecha, że w przypływie frustacji, iż nie może odszukać nazwy zespołu postanowił ją odsłuchać. Utwory z płyty spodobały się i dziennikarz zagrał dwa z nich w swojej audycji – wspomina jeden z członków zespołu. 

Szukając inspiracji zespół wyjeżdża w Bieszczady, gdzie w domku na odludziu rozpoczyna pracę nad drugim albumem wraz z Marcinem Paterem (Clock Machine, Gypsy and the Acid Queen, SoFlow). Brzmienie Frankenstein Children ciągle ewoluuje, a konsekwencją tych muzycznych poszukiwań było uzupełnienie składu kapeli o nowego członka. Radek Baranowski, który odpowiedzialny jest za dźwięki płynące z syntezatora oraz gitary idealnie wpasowuje się w charakter zespołu, tym samym tworząc spójną całość.

Do zespołu Radek dołączył w sposób naturalny. Świetnie dopełnił lukę brzmieniową. Wniósł świeżą energię i zupełnie nowe spojrzenie na tworzenie muzyki. Mieliśmy w tym czasie bardzo otwarte głowy (…)  – wspominają członkowie zespołu.

Aktualnie zespół przygotowuje się do wydania swojego drugiego krążka, “Patience”. Premiera płyty planowana jest na 12 kwietnia. A my już teraz zapraszamy do odsłuchania singla promującego płytę.

Autor: Salwador Pietruszka