Dzieje Henrykowa i rodziny Peltzer

Często mieszkając wiele lat w jednym miejscu nie zdajemy sobie sprawy jakie tajemnice czy też ciekawe historie kryje nasza najbliższa okolica.
Prawdopodobnie niewiele osób o tym wie, że na terenach śląskich swoje posiadłości mieli nie tylko władcy pruscy, zdarzało się, że dobra nabywali dla siebie władcy z różnych części Europy lub były to prezenty dla córek i synów możnych europejskich dworów.

Historia, którą chcę przedstawić opisuje dzieje Henrykowa i rodziny Peltzer pochodzącej z Niderlandów, a dokładnie losy Willema Friderika Peltzera , który był nadwornym sekretarzem cesarza Wilhelma II posiadającego swoje włości właśnie w Henrykowie jak i również w okolicach Poznania.


W 1815r. książę Wilhelm Orański został królem Zjednoczonych Niderlandów. W 1837r. po śmierci żony odziedziczył część śląskich posiadłości obejmującą Henryków. W 1843r. kolejnym właścicielem dóbr henrykowskich został król Holandii Wilhelm II, syn Wilhelma I i księżniczki Fryderyki Luizy Wilhelminy von Hohenzollern.

To właśnie na dworze tego władcy Wilhelma II urząd sekretarza piastował W.F Peltzer – sama rodzina Peltzerów pracowała na stanowiskach urzędniczych dla rodziny królewskiej już od 1740 roku.
W 1862 roku Willem otrzymał zadanie odwiedzenia posiadłości niderlandzkiego władcy na terenie Henrykowa i przygotowania mu raportu na temat stanu gospodarczego dóbr króla Niderlandów.
Kolejną podróż do Henrykowa odbył on ponownie w roku 1878 tym razem podróżując z żoną oraz dwoma synami Gustawem i Gussem. Sam Gustaw Peltzer był dziadkiem Hannie de Ruiter – Peltzer, dzięki której mogę dziś przedstawić kilka ciekawostek związanych z Henrykowem, a którą miałem okazję poznać w tym roku.

To co Willem Peltzer opisuje w swoim raporcie dostarcza nam wspaniałego świadectwa na to jak od strony gospodarczo – ekonomicznej wyglądał Henryków a w szczególności tereny cysterskiego opactwa, które zostało sekularyzowane w roku 1810 i przejęte przez państwo pruskie.

Oto co Willem opisuje po przyjeździe do Henrykowa: „ Po krótkim pobycie we Wrocławiu 8 sierpnia 1878 roku przybyliśmy do Henrykowa. Na granicy wsi zostaliśmy przywitani przez zarządcę Pana Tillinga – po przedstawieniu nam zasad zakwaterowano nas w klasztorze i umówiono spotkania z zarządcą lasów królewskich Panem Flindtem oraz inspektorem Kolerem – pokazano nam klasztorne apartamenty, które być może jego królewska mość raczy kazać odnowić.”

W dalszej części dziennika Willem opisuje to co zastał po przyjeździe do Henrykowa, dokładniej mówiąc przedstawia warunki panujące w henrykowskich folwarkach:
„Różnica między pruską Polską a Śląskiem jest przyjemna. Krajobraz jest piękny, ziemia żyzna, rośliny rosną w szybkim tempie – gdyby nie nie tragicznie mały dostęp do wody tereny byłyby wspaniałe. Dobre zdrowie i pogoda pozwoliły nam podróżować od 8 do 18, niektóre drogi były w złym stanie szczególnie leśne ze względu na ulewne deszcze jakie padały tego dnia.
Wszystkie budynki ekonomiczne należące do kompleksu są solidne i chociaż z zewnątrz nie prezentują się zbyt okazale to doskonale spełniają swoją rolę i będą służyły jeszcze wiele lat”.
Ciekawym wątkiem w relacji Willema był również mieszczącego się w Henrykowie browaru, młyna oraz tartaku oraz … gołębi:
„ Na przeciw browaru jest duży młyn oraz tartak napędzany wodą spadającą z 13 stóp (około 4 metry) woda później jest doprowadzana pod klasztorem do ogrodu i podwórek za obiektem. W kilku miejscach widać pompy oraz piękne fontanny. Z innej strony browaru położona jest piekarnia a za nią linia domów. Większa część klasztoru jest niezamieszkana, jedynie Pan Tilling oraz Kolner mają swoje biura na górze. Cały budynek jest solidny poza kilkoma miejscami w których widoczne są pęknięcia w murze.

Wielkie sklepienie kopuły klasztoru ma otwory, które są otwarte dzień i noc co daje schronienie wielkim gołębiom przez co wszystko jest bardzo brudne. Dach był odnawiany kilka lat wcześniej.”
W henrykowskim kompleksie klasztornym znajdowała się również oranżeria, oraz wielki spichlerz które w ten sposób opisuje Peltzer, dodatkowo zwraca uwagę na klęski pożarów oraz duży urodzaj w czasie żniw:

„Oranżeria jest ogromna, ale nie adekwatna do tego co się w niej znajduje. Rośnie tam tylko kilka drzewek pomarańczowych. Spichlerz jest wielki ma sześć pięter ale jeśli zajdzie taka potrzeba można go jeszcze rozbudować o kolejne. Więcej jest tutaj nowych budynków, gdyż wybuchało tu kilka pożarów w ciągu ostatnich dwunastu – piętnastu lat. Czasem te pożary rujnowały całe farmy. Mimo wszytko wygląd folwarków jest bardzo ładny, faktem jest, że ich budowa pochłonęła wielkie sumy pieniędzy nawet w budynkach z dachami bez trzciny czy drewna. Cieszymy się, że zwykle a zwłaszcza w tym roku nasze magazyny są za małe, ze względu na zbiory, a na polach nadal są pola pełne zbóż więc w kilku miejscach możemy zbudować jeszcze takie spichlerze.”

Peltzer zwraca też uwagę na zarządzanie przez Tillinga zwierzętami w dobrach henrykowskich. Podkreśla on lepszy sposób organizacji pracy i hodowli koni:
„W folwarkach dobre bydło jest wszędzie a owce nawet doskonałe, z wyjątkiem kilku. Jako całość konie były lepsze niż we włościach w Posen (Poznań).
Ze względu na dużą skalę towarów Pan Tiling zorganizował kilka rzeczy w inny sposób niż w Posen.

Jeśli chodzi o konie, na przykład w każdym folwarku mają szlachetnej rasy przeznaczoną dla lokalnego urzędnika. Źrebak jest zawsze wysyłany i wychowywany w Heinrichau (Henryków)

Jest stadnina z 2 ogierami, 4 klaczami i 26 młodymi końmi. Sposób, jaki może wzbudzić dyskusję na temat relacji między zyskiem a kosztami to, to czy konie przeznaczone są do hodowane na własny użytek czy na sprzedaż.

W swoim raporcie sekretarz podaje również informacje i swoje własne spostrzeżenia dotyczące kondycji bydła znajdującego się w Henrykowie:
„Z przyjemnością spoglądaliśmy na bydło. Więcej niż wystarczające jedzenie dało im dobry wygląd. Nie jest jeszcze pewne, czy spełnione zostaną oczekiwania wobec holenderskich krów. Z różnych stron słyszeliśmy, że ilość mleka była chwalona, ale jakość, zwłaszcza masło, uważano za nie tak dobre, jak w przypadku szwajcarskich krów.

Owce są bardzo liczne, z bardzo dużą i dobrą wełną. Reprezentują dużą jakość. Kwitnie farma dla rasowych owiec w Algersdorf, która ma na sprzedaż specjalne barany. Wszystkie owce z czterech folwarków są trzymane w Heinrichau nad Kammerhofem. Więc w wieczory można podziwiać widok na trzy łąki w pobliżu klasztoru pasącymi się owcami i końmi.”

W dalszej części raportu na temat gospodarki Henrykowa, sekretarz Wilhelma II zwraca uwagę na nowości z dziedziny techniki rolniczej, którą to zarządcy tych terenów postanowili wprowadzić by usprawnić pracę oraz próbę hodowli droższych roślin takich jak rzepak i pszenica zasianych na dużych powierzchniach. Na pochwałę przed królem zasłużył zarządca Tiling za założenie szkółek owocowych, dobre utrzymanie dróg oraz ciągłe rozwijanie ekonomii folwarków jednakże podkreśla też, że dyrektor powinien również być upomniany za podejmowanie działań, które powodują niepotrzebny drenaż królewskich finansów:

„Rozszerzenie stadniny, aby hodować lepsze konie niż to konieczne dla gospodarki Domen; chęć posiadania stada ulubionego angielskiego rasy Shorthorn (będącej bardzo popularnej w tym czasie), oraz chęć przetestowania koni Ardennera to przykłady jego pomysłów. Może i jego pomysły są dobre, ale przyczyniają się do procesu niszczenia Buchwald (drewna, w. Heinrichau).”
O samych lasach Peltzer raportował jako pięknych, bujnych i bogatych. Lasy te wydatnie przyczyniały się do zwiększania dochodów królewskich z tytułu sprzedaży drewna. Na specjalną pochwałę zasłużył leśniczy Flindt jako doskonały opiekun henrykowskich lasów.

Willem Peltzer podsumował swój raport słowami: „Cieszę się, że dobra królewskie prowadzone są w taki sposób”. Sam raport podpisany przez członków komisji oraz zapieczętowany przez króla znajduje się do dziś w Królewskim Archiwum w Holandii dając doskonałe świadectwo na temat życia ekonomicznego na terenie Henrykowa.
tłumaczenie z angielskiego i redakcja tekstu Marcin Mazurkiewicz

Autor: Salwador Pietruszka