Nepotyzm! Część polskiej kultury?

W jednym z felietonów dla „Polityki” znany publicysta odniósł się do fenomenu nepotyzmu w Polsce. Daniel Passent, bo o nim mowa, mówił, że w pewnych przypadkach nepotyzm niesie za sobą więcej pozytywów niż negatywów. Tłumaczył, że w niektórych profesjach przechodzenie zawodu z ojca na syna tudzież z matki na córkę jest czymś zupełnie naturalnym i świadczy o dalszej profesjonalizacji wykonywanego rzemiosła. – Mam większe zaufanie do młodego lekarza, który pochodzi z rodziny lekarskiej czy prawnika z rodziny prawniczej, którego ojca znam. Nie można nie docenić tego, ile oznaczają warunki, w jakich się wzrasta – pisał Passent.

Dla lepszego zobrazowania postawionej tezy podał jako przykład opinię mec. Jaworskiego, który przez wielu uznawany, jako najlepszy prawnik w Polsce stwierdził: „ Nepotyzm? Cóż złego jest w nepotyzmie w tego typu zawodach? Zły jest nepotyzm polityczny. Ale zawody lekarskie, prawnicze, rodziny prawnicze – to tylko zwiększa gwarancję, że będzie się starało pracować jeszcze lepiej niż pokolenie starsze, że będzie się tkwiło w pewnym etosie. Demokracja nie może działać bez elit i bez środowisk zaufania (…)”

Jest w tym niewątpliwie dużo racji, ale w sytuacji, gdy np. o posadę prawnika w powiecie stara się dwóch młodych ludzi i tę posadę otrzymuje osoba spokrewniona z urzędującym mecenasem, to nie ma już w tym nic dobrego. Mamy wtedy do czynienia z negatywnym rodzajem elityzmu, takim, który generuje dysproporcje społeczne oraz tworzy trudno dostępne struktury tylko dla wybranych ludzi.

O tyle o ile w niektórych wybranych dziedzinach życia nepotyzm może nieść za sobą cząstkę korzyści, to w polityce, szczególnie na poziomie samorządowym już nie. Ale tak naprawdę niewielu z nas wie, co stoi za tym groźnie brzmiącym terminem? Jaka jest definicja nepotyzmu i skąd on się w ogóle wziął? I jakie są jego konsekwencje w praktyce?

Mówi się, że nepotyzm jest stary jak świat. Był powszechny w kościele katolickim VIII-IX wieku, a w Polsce sięga korzeniami XIII-XIV wieku. Przejawiał się w zjawisku klienteli szlacheckiej: „Magnat załatwiał szlachcie gołocie jakąś posadkę, czy to na swoim dworze, czy gdzie indziej, a w zamian oczekiwał, że biedny szlachcic będzie głosował tak jak on chce i na sejmikach, i podczas wolnych elekcji, a w razie czego, podczas rokoszu odda mu swoją szablę. Stąd tak zwane liczenie szabel. Na klientelizmie przez stulecia opierał się cały system polityczno-społeczny Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.”

W trakcie PRL nepotyzm był czymś powszechnym, właściwie bez znajomości było ciężko cokolwiek załatwić. I tak na przestrzeni lat omawiany fenomen stawał się częścią naszej kultury, naszego sposobu działania i myślenia.

Obecnie, można stwierdzić, że nepotyzm jest częścią naszej postpeerelowskiej mentalności, która w dużej mierze przetrwała np. w urzędach. Jest to cały ciąg przyczynowo-skutkowy polegający na tym, że ja tobie pomogę wygrać wybory, a ty mi lub mojemu synowi załatwisz posadę w urzędzie.

Dla niektórych komentatorów takie działanie jest naturalną konsekwencją ludzkiej natury: „Leży on {nepotyzm} po prostu w ludzkiej naturze. Tak naprawdę żyjemy w małych grupkach, rodzinnych, czy przyjaciół. W nich wchodzimy w różne relacje, tworzymy więzi, budujemy znajomości. Jest czymś naturalnym, że owe więzi polegają również na pomaganiu sobie nawzajem i wspieraniu się. Gdybyśmy nie mogli liczyć na najbliższych z naszej grupy po prostu byśmy takich grup nie tworzyli, bo po co? Gdyby nasza rodzina, nasi przyjaciele nam nie pomagali, nie wspierali nas, zwyczajnie byśmy poszukali sobie innej grupy, która by te funkcje wobec nas wypełniała”. Autor cytatu kwituje wywód stwierdzeniem, że przez to nepotyzm w naszym społeczeństwie jest szeroko akceptowalny.

Być może i jest. Aczkolwiek, nie ulega najmniejszej wątpliwości, że nepotyzm jest czymś niezwykle negatywnym. Na całym świecie jest postrzegany jako zjawisko nieetyczne.

Faworyzowanie kogoś znajomego czy osoby z własnej rodziny, w znaczący sposób osłabia strukturę społeczną. Osoby posiadające lepsze kwalifikację, predyspozycje są ignorowane na rzecz tych z mniejszymi możliwościami zawodowymi. W rezultacie urząd, spółka publiczna są mniej efektywne, gdyż osoby w niej pracujące nie mają bladego pojęcia o wykonywanej pracy.

Zarówno w naszym powiecie, jak i w całym kraju nepotyzm jest czymś nagminnie spotykanym. Występuje praktycznie na każdym szczeblu administracyjnym. W urzędach, ośrodkach kultury, bibliotekach, szkołach, itd. -rodziny szefów, krewni, koledzy, nie tylko szybciej dostają pracę, ale także awansują i więcej zarabiają.

Zasadniczym pytaniem jest: – jak walczyć z wszechobecnym kolesiostwem?

Główny problem leży w naszej kulturze oraz podejściu do nepotyzmu. Bez społecznego przyzwolenia, problem nepotyzmu nie był by, aż tak bardzo powszechny. Pracodawca zatrudniający kogoś po znajomości nie mógłby powiedzieć, inni tak robią, to ja też. Aktualnie, z ustawianiem stanowisk w instytucjach publicznych nawet nikt się nie kryje. Przed konkursem na prezesa, wiadomo, kto zostanie prezesem. Konkurs jest tylko zwykła formalnością.

Dlatego walka przeciwko takim formom faworyzowania powinna odbywać się na poziomie społecznym. Za każdym razem powinniśmy reagować na tego typu zachowania – zwalczać je w każdy możliwy sposób.

Jeżeli naprawdę chcemy ograniczyć nepotyzm- jak pisze Jacek Żakowski – musimy uruchomić społeczny, obyczajowy, kulturowy proces. Angażujący opinię publiczną, związki zawodowe, korporacje profesjonalne, instytucje państwa i organizacje pracodawców. Wdrożyć program obowiązkowy dla firm i instytucji publicznych. Dobrowolny dla pracodawców prywatnych. Ale może warunkujący prawo ubiegania się o zamówienia publiczne od przestrzegani zasad otwartego naboru. Jasno definiujący, co jest nepotyzmem i jaki system naboru oraz awansowania pracowników jest fair. Tworzący mechanizm społecznej kontroli rekrutacji.

 

Autor: Salwador Pietruszka