Rozmowa z Hanną Kościan – uczestniczką Powstania Warszawskiego

Z okazji 75 rocznicy Powstania Warszawskiego prezentujemy fragment rozmowy z Hanną Kościan, uczestniczką Powstania Warszawskiego. Rozmowa została przeprowadzona na przełomie 2011/2012 w Studium Polski Podziemnej w Londynie. Zapis wywiadu został wykorzystany w pracy magisterskiej o przyczynach Powstania Warszawskiego 1944. Zapraszamy !

Sławomir Usiatycki: Jaka była Pani rola w Powstaniu Warszawskim?

Hanna Kościan: Może zacznę od tego, że do Warszawy wraz z mamą dotarliśmy z Kresów, z Krzemieńca. W tym czasie ojciec był w sowieckim więzieniu w Krzemieńcu. Mama otrzymała gryps od ojca, w którym pisał, że na pewno go wywiozą i nas też. Ojciec prosił żebyśmy uciekały. Wędrowaliśmy przez 6 tygodni, aby dotrzeć do Warszawy. Po przybyciu do Warszawy mama natychmiast zaangażowała się w konspirację, była sekretarką szefa Sztabu Komendy Głównej Armii Krajowej, generała Tadeusza Pełczyńskiego. Ja, natomiast, zostałam skierowana do pierwszej żeńskiej drużyny harcerskiej. Dosyć szybko zaczęli nas szkolić: sanitariat i łączność, ale łączność nie we współczesnym rozumieniu tego słowa. Szkolenie z łączności polegało na działaniach kurierskich – przenoszenie informacji, rozpoznanie miasta. Wydaje mi się, że już na początku 1943 r., na wypadek powstania, dostałyśmy przydział na punkt sanitarny na Placu Trzech Krzyży w Instytucie Głuchoniemych i Ociemniałych.

Czy mogłaby Pani opisać nastroje jakie panowały w Warszawie przed wybuchem Powstania?

Po pierwsze wzmagał się terror. Trudno mówić o Powstaniu Warszawskim bez powiedzenia paru słów o okupacji. Dla przykładu powiem, że tylko w moich zastępie większość rodziców moim koleżanek i kolegów zginęła podczas niemieckiej okupacji. Ktoś został rozstrzelany, ktoś został wywieziony do obozu koncentracyjnego, moja mama zostaje aresztowana w kwietniu 1943 r. A to są przykłady tylko z jednego zastępu, najmniejszej jednostki. Generalnie terror niemiecki się wzmagał aż do zabicia Kutchery. Proszę sobie wyobrazić, że idzie Pan ulicą i podjeżdża tzw. buda, wyskakują żołnierze niemieccy i jest Pan brany jako zakładnik lub wywożony do obozu koncentracyjnego. Jeżeli w Warszawie, praktycznie od 1939, panuje atmosfera terroru, a jednocześnie zbliża się front (niby naszych sojuszników) to ludzie chcą walczyć. Nie chcę wchodzić w domenę polityczną czy dowództwo było przygotowane do Powstania czy to była słuszna decyzja. Pytał mnie Pan o nastrój, nastrój był zdecydowanie bojowy. Byliśmy przygotowywani do Powstania, ludzie chcieli walczyć. Wszyscy czekali na ten moment. Niemcy na ogół byli dobrze ubrani, wypucowani, ale jak się cofał front wielu było rannych, obdartych, brudnych. To też dawało nam poczucie, że Niemcy nie są już tacy silni jak na początku wojny. W każdym razie pierwszego sierpnia znalazłyśmy się na naszym punkcie i zaczęłyśmy przygotowywać ambulatorium i salę dla rannych. na.

Czy mogłaby Pani opisać sytuację w mieście po wybuchu powstania?

Sytuacja była bardzo dynamiczna. Sanitariuszki miały ogrom pracy związany z transportowaniem oraz opieką rannych powstańców. Pamiętam, że został mi przydzielony do pomocy głuchoniemy o imieniu Iwo, który pomagał mi przenosić rannych żołnierzy. Nasz punkt był otoczony przez Niemców ze wszystkich stron. Bardzo nam to utrudniało transportowanie rannych. Opowiem Panu moją pierwszą akcję. Dostałyśmy informację, że na podwórku instytutu leży ranna kobieta. Ja się do niej doczołgałam. Kiedy byłam przy niej, z krzaków odezwał się głos: „Ona ma ważny meldunek. Musicie ją uratować. Po mnie na razie nie przychodźcie. Dopiero jak będzie ciemno.” Ten człowiek miał tak samo kruczo czarne włosy jak Pan. Za chwile powiem dlaczego o tym mówię. Ta kobieta niestety zmarła. W bardzo intymnym miejscu znalazłyśmy ten meldunek, który był niezwykle ważny, ponieważ był to spis konfidentów niemieckich, którzy działali na terenie Armii Krajowej. W nocy poszłyśmy po tego człowieka, który przez parę godzin zdążył całkowicie osiwieć. Był siwy tak jak ja teraz. Przez ten jeden dzień osiwiał. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałam. Przepraszam, że opowiadam trochę niechronologicznie. Jak padła starówka, batalion Zośka przeniósł się na Czerniaków – my ich przeprowadzaliśmy swoimi sposobami. W
trakcie Powstania ludzie ciągle ginęli, ale byli też ratowani. Lekarze, sanitariusze mieli ręce pełne roboty. Proszę sobie wyobrazić, że Warszawa płonęła.

Czy moglibyśmy jeszcze na chwilę wrócić do początków Powstania? Jak zareagowała ludność Warszawy na wieść o rozpoczęciu działań zbrojnych przez Armię Krajową?

To nie są żadne informacje statystyczne, ale moje obserwacje z tamtego okresu. Ludność Warszawy nas wspierała. Ludzie pootwierali okna, wiwatowali, powywieszali flagi z symbolami narodowymi, dzielili się żywnością, no i oczywiście pomagali w budowaniu barykad- starsi, młodsi, dzieci. Oczywiście ten entuzjazm z czasem się zmniejszył, ponieważ ginęło bardzo dużo ludzi. Ja osobiście nigdy nie spotkałam się z pytaniem po co to zaczynaliście. Ludzie wiedzieli o co chodziło, dlaczego Powstanie wybuchło, jakie mieliśmy cele.

Czyli Pani dokładnie wiedziała jakie były przyczyny i cele wybuchu Powstania?

Zdawałam sobie sprawę, że chcieliśmy, aby Warszawa było wyzwolona przez Armię Krajową, przez Polaków. AK chciało przejąć władzę w mieście przed Rosjanami. To była jakaś koncepcja. Zdecydowanie większość ludzi liczyła na pomoc naszych zachodnich sojuszników- na pomoc brygady spadochronowej. Specjalnie nie znałam się na strategii, ale generalnie takie były komunikaty, które były podawane każdego dnia. W tamtym okresie wiedzieliśmy o Monte Cassino, o lądowaniu w Normandii, więc była ta nadzieja. Aczkolwiek zdawaliśmy sobie sprawę, że nie możemy ufać Sowietom. Też w tamtym okresie wiedzieliśmy jak Rosjanie odnieśli się do akcji Burza na Kresach – ta informacja nie była zbytnio pocieszająca.

Czy ten fakt był ogólnie znany? Czy wiedzieliście jak Rosjanie potraktowali żołnierzy AK na wschodzie Polski?

Może nie był to powszechnie znany fakty, ale ogólnie było wiadomo. Dowództwo na pewno o tym wiedziało. Ja miałam więcej informacji dzięki rodzinie, która pozostała na Kresach.

Chciałbym Pani zadać ostatnie pytanie, które jest właściwie stawiane przez wszystkich badaczy zajmujących się genezą Powstania Warszawskiego: czy decyzja o rozpoczęciu Powstania była słuszna?

Ja rozumiem tych co mówią o wielkich stratach. Na przykład profesor Jan Ciechanowski (uczestniczył w Powstaniu Warszawskim) jest bardzo krytyczny. Janek, ja go znam, mówi o zniszczonym mieście, zabytkach o wielu ofiarach. To wszystko prawda, ale trzeba również zrozumieć ludzi, którzy pragnęli wolności zarówno dla siebie jak i swojego kraju….

Autor: Sławomir Usiatycki

Absolwent University of Aberdeen (Szkocja) oraz Uniwersytetu Wrocławskiego. Stypendysta berlińskiego uniwersytetu Frei Universitat Berlin, gdzie podczas swojego rocznego pobytu szlifował swoją wiedzę z zakresu handlu międzynarodowego oraz teorii biznesu. Jest beneficjentem wsparcia finansowego udzielonego przez University of Aberdeen na badania dotyczące przyczyn Powstania Warszawskiego. Dzięki otrzymanym pieniądzom pojechał do Londynu, gdzie spotkał się z uczestniczką Powstania Warszawskiego oraz prowadził badania w Instytucie Polskim i Muzeum im. Generała Sikorskiego oraz w archiwum Studium Polski Podziemnej w Londynie. Ponadto, Sławomir Usiatycki jest certyfikowanym egzaminatorem British Council, ETS Global oraz Międzynarodowych Certyfikatów Językowych TGLS. W swojej bogatej karierze zawodowej pracował również jako wykładowca akademicki dla Uniwersytetu Ekonomicznego w Łodzi. Obecnie pracuje jako lektor języka angielskiego w Direct Language School w Ząbkowicach Śląskich. Prywatnie pasjonat języków obcych oraz sportów górskich: wspinaczki skałkowej i jazdy na rowerze górskim.

 

Autor: Salwador Pietruszka