Śmiertelne zioło – czy aby na pewno?

„Ząbkowicka policja złapała dwóch młodych mężczyzn posiadających przy sobie marihuanę. Zatrzymanym grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności”. – co jakiś czas jesteśmy bombardowani tego typu rewelacjami.

Dla większości społeczeństwa owe informacje mają zazwyczaj pejoratywny wydźwięk. Policyjna notka, lakoniczna z założenia, wzbudza w czytelniku wyłącznie negatywne skojarzenia. Zarówno marihuana, jak i jej użytkownicy przeważnie utożsamiani są ze złem wcielonym, absolutnym zepsuciem – chce się rzec.

Oczywiście, istnieje również rzesza osób u której powyższe obwieszczenie wywołuje konsternacje, aniżeli oburzenie. Są to ludzie, którzy ze względu na ograniczenia społeczno-prawne nie mogą swobodnie konsumować marihuany. Z uwagi na swój mniejszościowy charakter, zarówno w skali całego społeczeństwa polskiego, jak i na tle powiatu ząbkowickiego głos sprzeciwu rozpływa się jak kamfora.

Niestety, demokracja ma to do siebie, że mniejszość zawsze podporządkowywana jest większości. A to z kolei niesie ze sobą sporo minusów. W przypadku marihuany każda próba zainicjowania konstruktywnej debaty kończy się fiaskiem – zamiast dysputy mamy krzykliwą wymianę mitów i stereotypów. W konsekwencji brakuje nam wiedzy oraz fachowych rozwiązań prawnych.
Ponieważ sprzedaż oraz zażywanie marihuany jest problemem ogólnokrajowym, zatem również dotyczy naszego powiatu, warto przyjrzeć się tej substancji nieco bliżej w obliczu faktów, a nie wyłącznie ludowych gawęd.

Na wstępie muszę jednak zaznaczyć, że artykuł nie agituję na rzecz upowszechniania, tudzież legalizacji marihuany. Celem, który leży u podstaw niniejszego artykułu jest zwrócenie uwagi na anachroniczność postrzegania, zarówno społecznego, jak i prawnego. Ponadto, chęć przedstawienia faktów, które najczęściej są pomijane, a jeszcze rzadziej przedstawiane przez mainstreamowe media.

Niechęć społeczeństwa polskiego w stosunku do cannabis sativa (jak często bywa określana marihuana) uwarunkowana jest szeregiem czynników. Jest to w szczególności związane z wieloma mitami dotyczącymi skutków ubocznych palenia przysłowiowych skrętów. W powszechnej świadomości przyjęło się, że marihuana powoduje choroby psychiczne, zwiększa przestępczość, i że nieuchronnie prowadzi do sięgnięcia po silniejsze narkotyki.

Jak to często bywa diabeł nie taki straszny jak go malują. Marihuana tak samo jak alkohol czy papierosy jest substancją, która ingeruje w nasz ośrodkowy układ nerwowy, w związku z tym ma także negatywne skutki – halucynacje, zawroty głowy, nudności, zmiany osobowości, osłabione libido. Niemniej, stwierdzenie, że palenie marihuany prowadzi do chorób psychicznych lub zwiększenia przestępczości jest zwykłą fantasmagorie.

Musimy również pamiętać, że w porównaniu do alkoholu czy papierosów marihuana ma również pozytywne działanie. Ze sporym powodzeniem jest stosowana we współczesnej medycynie – ma działanie przeciwbólowe, przeciwwymiotne, znieczulające i rozkurczające.

Oczywiście opinie ekspertów są podzielone. Dlatego znajdziemy tysiące publikacji opowiadających się za legalizacją, jak i przeciw. Tak naprawdę ciężko jednoznacznie stwierdzić kto ma rację. Jak to często bywa prawda leży gdzieś pośrodku.

Pomimo całej tej dyskusji na temat szkodliwości palenia marihuany, możemy jednoznacznie stwierdzić, że polskie prawo jest archaiczne w odniesieniu do współczesnego społeczeństwa.
Jak pokazują statystyki coraz więcej ludzi pali marihuanę,abstrahując of jej statusu prawnego. Brak przyzwolenia państwa wcale nie minimalizuje problemu. Można wręcz odnieść wrażenie, że zakazany owoc smakuje dużo lepiej. Palacze i tak kupią „towar” gdzieś nielegalnie, który nie spełnia absolutnie żadnych standardów i jest ponadto zanieczyszczony i faktycznie niebezpieczny. A na dodatek tworzy się podziemie, gdzie fortuny zbijają nieuczciwi producenci i dystrybutorzy.

Tego typu postępowanie zgodnie z założeniami ma się także cechować działaniem prewencyjnym. Jednak w sytuacji gdzie rocznie jest skazywanych 20 tys. osób za posiadanie narkotyków; większość to wyroki w zawieszeniu, bo dotyczą ludzi palących marihuanę i posiadających jej niewielką ilość na własny użytek – prawo nie spełnia swojej roli.

Paradoksalnie, w większości przypadków łapani są zwykli konsumenci, podczas gdy dilerzy pozostają dalej na wolności. Wszystko to kosztuje budżet państwa około 80 milionów złotych rocznie i ponadto bezsensownie angażuje siły policji; która zamiast skupić się na poważniejszych zadaniach łapie drobnych palaczy w celu stworzenia pozorów wykrywalności.
Nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, pomimo wielu niejasności, jest pierwszym krokiem w tym kierunku. Doświadczenia innych państw pokazują, że kryminalizacja problemu nie jest rozwiązaniem. Jak twierdzi Kofi Annan, były sekretarz ONZ, walka z narkotykami okazała się nie skuteczna: „Stosowaliśmy tę politykę [bezwzględnego zakazu i karania za posiadanie i spożywanie wszelkich narkotyków – red.]. przez dziesięciolecia. I co? Napełniliśmy więzienia tysiącami młodych ludzi za kilka gramów narkotyku, a potem oni wychodzą ze zniszczonym życiem.”

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że społecznie nie jesteśmy jeszcze przygotowani na legalizację tzw. miękkich narkotyków. Potrzebne są jeszcze długie lata działań prewencyjnych, które powinny edukować oraz uświadamiać młodych ludzi na temat plusów, jak i minusów palenia marihuany. Krótko mówiąc, chodzi o to, żeby nie demonizować problemu, ale go obiektywnie rozpatrywać i w związku z tym podejmować konstruktywne działania.

Polska jest w uprzywilejowanej pozycji, ponieważ może obserwować doświadczenia innych państw i wyciągać wnioski z ich błędów. Aczkolwiek w takich sytuacjach, zawsze jedynym remedium jest szeroko rozumiana edukacja. Sięgnięcie po skręta, papierosa czy kieliszek wódki powinno być świadomym aktem, popartym wiedzą na temat konsekwencji z tym związanych.

Autor: Salwador Pietruszka