Język manipulacji – czyli jak za pomocą słów przekonać do siebie wyborcę

Praktycznie każda grupa społeczna ma swój odrębny język którym się na co dzień posługuje. Jest to swoisty kod, bardzo często zrozumiały wyłącznie dla ludzi go znających. Różni się od języka ogólnego najczęściej frazeologią oraz leksyką. Zasadniczo występuje wyłącznie w formie mówionej, sporadycznie wykorzystywany jest w formie pisemnej. Jego cechą charakterystyczną jest przeciwstawianie się językowi ogólnemu, czyli temu, który używany jest przez większość społeczeństwa. Zgodnie z definicją języki środowiskowe powstają najczęściej w środowiskach wyodrębnionych z ogółu społeczeństwa pod względem wieku (np. slang młodzieżowy), typu działalności społecznej, zawodu (mówi się wtedy o gwarach zawodowych, a typowe dla nich słowa nazywa się profesjonalizmami).

Niewątpliwie politycy zaliczają się do grupy społeczno-zawodowej wyobcowanej z ogółu społeczeństwa. Alienacja oprócz tego, że najczęściej charakteryzuje się zupełnym oderwaniem polityka od rzeczywistości (co w znaczący stopniu utrudnia efektywne wykonywanie pracy społecznej) ma również swój wymiar lingwistyczny. Tak zwana profesjonalizacja sposobu wyrażania się polityków doprowadziła do tego, że językowi polityki, zresztą nie bez kozery, są najczęściej przypisywane same złe cechy: manipulacyjność, mętniactwo, wulgarność, agresywność, itd. Właściwie samo słowo „polityk” nie budzi zbyt pozytywnych skojarzeń.

A przecież, jak twierdzi profesor Jerzy Bralczyk, jest to język, którym mówią do nas elity. Teksty polityczne mają nas zjednywać, dostarczać wzorców publicznej komunikacji. Niestety, bardzo często pełnią one odwrotną funkcję. W systemie demokratycznym najskuteczniejszą bronią pozyskiwania sobie wyborców jest właśnie język. Za pomocą słów politycy starają się ukazać wyborcom jako ludzie wiarygodni: „a więc jako kompetentni przedstawiciele interesów tych, do których się zwracają, że ich mowa ma znamionować uczciwość i sprawność”.

Polityka cechuje się pragmatyzmem polegającym na dążeniu do celu za wszelką cenę. Oznacza to także przebiegłość i językowe wyrafinowanie. Wszystko jest elementem politycznej rozgrywki, w której główną nagrodą jest zdobycie politycznego mandatu.  Dlatego polityk rzadko kiedy mówi to, co naprawdę myśli, tylko to, co chcą usłyszeć inni. W znakomity sposób podsumowuje to Bralczyk, pisząc: „Polityk zapytany o godzinę może odpowiedzieć stanowczo: „Jest piąta i zawsze będzie piąta!”. Polityk demokratyczny – przeciwnie. Zapytany o godzinę, ma pokusę odgadnięcia, która
godzina najbardziej odpowiadałaby słuchaczowi. Wie, że stanowczość jest dobra jako ta cecha, którą mu się przypisuje, ale też wie, że powinien być stanowczy po stronie odbiorców.”

Musimy pamiętać, że polityk w swoich wystąpieniach nie tylko opisuje świat, ale także narzuca swoim wyborcom konkretne rozumienie poszczególnych zjawisk. W pewnym sensie tworzy rzeczywistość, która jest dla niego najodpowiedniejsza, w której czuje się najlepiej. Przedstawiony świat jest najczęściej gospodarczym rajem. Mieszkańcom raju żyje się znakomicie, omnipotentny dostatek dociera do najdalszych zakątków tej wspaniałej krainy, żeby tego było mało – ciągle robi się wszystko, żeby było jeszcze lepiej. Stworzenie wspaniałej wizji oraz przedstawienie jej w miarę przystępny sposób, tak żeby ludzie w nią uwierzyli, jest celem każdego polityka.

Tego typu wyobrażeniami jesteśmy bombardowani przed każdymi wyborami. Tylko jak mówi stare amerykańskie przysłowie: “Koniec kampanii jest początkiem kampanii”. A więc kampania wyborcza trwa non-stop. Budowanie pozycji politycznej wymaga niczym niezachwianej wytrwałości oraz wiary w sukces. Język, jako medium dyskursu demokratycznego, ma pomóc w zdobyciu władzy.

W okresie wyborczym mieszkańcom powiatu ząbkowickiego życzymy dużo rozsądku oraz umiejętności czytania między wierszami….

Powodzenia…

 

Autor: Salwador Pietruszka