Droga na Sybir: wywiad z Włodzimierzem Majem, prezesem Związku Sybiraków w Ząbkowicach Śląskich (część I)

Przegląd Powiatowy: Gdzie mieszkał Pan przed wybuchem II Wojny Światowej?
Włodzimierz Maj: Mieszkaliśmy w województwie i powiecie tarnopolskim do 10 lutego 1940 – ja i moi rodzice. Właśnie w 1940 r. zostaliśmy deportowani.
W jakich okolicznościach zostaliście Państwo deportowani?
Wywózka na Sybir wyglądała w ten sposób, że miejscowi Ukraińcy czy inne narodowości po prostu robiły wykazy osób, które miały zostać deportowane. Między innym na tej liście znaleźliśmy się my oraz dwaj bracia ojca wraz z rodzinami.
Były Państwu postawione jakieś konkretne zarzuty?
Podstawą większości aresztowań i deportacji było postanowienie SOFTNARCOMU SSR z 29 grudnia 1939 roku. Wywożono przede wszystkim ludzi, których uważano za wrogi element w stosunku do państwa Radzieckiego.
Czy wywózkami zajmowało się bezpośrednio NKWD?
Tak, NKWD. Wszystkie wywózki odbywały się nocą. Wpadali doskonale przeszkoleni enkawudziści i trójki miejscowych Ukraińców. Jak do nas przyszli to był jeden wielki huk i łomot. Enkawudzista z takim wysokim karabinem i z taką czapką, która nazywa się po rusku „szlom” krzyczał – „sobierajcia” -trzeba było się zbierać i wyjeżdżać. Pamiętam, że u nas na stole leżała taka zapalniczka z łuski naboju karabinowego. Ten enkawudzista myślał, że to bomba i nagle zabiera ojca na dwór, żeby go rozstrzelać. W tym momencie jeden z trójki Ukraińców, którzy byli w naszym mieszkaniu wziął bibułkę, skręcił papierosa i zapalił tą zapalniczką z łuski od naboju. Dopiero wtedy puścili ojca.
Ile dano wam czasu na spakowanie się?
Na zabranie najpotrzebniejszych rzeczy mieliśmy około godziny. Później podjeżdżały takie ukraińskie sanie. No i na te sanie ładowało się swoje rzeczy. Za wiele i tak nie można było zabrać, bo to były wtedy ograniczenia.
Praktycznie zostawiliście Państwo swój dobytek za sobą.
Wszystko zostało. Tam zresztą był materiał na nowy dom, które zostały rozkradzione.
Z jakiego miasta byli Państwo deportowani?
To była taka mała miejscowość – Marianka. Natomiast na stację kolejową wieźli nas do Tarnopola albo Chodaczkowa. Tam już były podstawione bydlęce wagony i do nich ładowano tych ludzi. Taki wagon miał dwa piętra. Pod parterem były wszystkie rzeczy i jakiś tam węgiel na opał. Natomiast na pierwszym i drugim piętrze byli ludzie. W sumie około 70 osób.
W jakich warunkach byliście transportowani?
Było wtedy około -40 stopni Celsjusza – kobietom podczas snu przymarzały włosy do ścian wagonu. Na większych stacjach kolejowych dawano nam gorącą wodę, może jakąś zupę rybną, trochę chleba. Jak ktoś zmarł w czasie podróży, to go po prostu wyrzucano bez żadnego pochówku. Wszystkie wagony były zamknięte i pilnowane przez enkawudzistów – ucieczka była niemożliwa.
Ile czasu trwała cała podróż?
Wyjechaliśmy 10 lutego, a na miejsce przyjechaliśmy pod koniec kwietnia. Z tym, że jechaliśmy praktycznie bez przerwy. Pociągi nigdy nie zatrzymywały się na dłużej. Nie było tak, że np. dosypywano węgla do lokomotywy, tylko po prostu była inna gotowa lokomotywa. Przykładowo jak już zaczynały się góry, to ten transport był ciągnięty przez dwie lokomotywy.
Niesamowicie mordercza podróż.
Tego się nie da określić ani opowiedzieć. {Żaden film, nic nie jest w stanie pokazać tego, co człowiek przeżył. Taki wywiad ja osobiście bardzo przeżywam, łzy do oczu się cisną – tam było strasznie!
Dokąd Państwo dojechali?
Dojechaliśmy do Krasnojarska, a może nawet trochę dalej. Później przesadzili nas na samochody i dalsza podróż odbywała się rzeką – lód był bardzo gruby, a drogi nieprzejezdne. Tymi samochodami jechaliśmy kilka dni, aż dojechaliśmy do miejsca, w którym czekały na nas sanie. Do tych sań ładowało się cały dobytek i dopiero przyjeżdżało się na miejsce. W sensie, do takiego baraku, w którym było bardzo dużo ludzi.
Co Państwo czuli po dojechaniu na miejsce? Czy była to w pewnym sensie uczucie ulgi po tak morderczej podróży…?
Proszę Pana to nie były wczasy. Każdy się bał… Byliśmy ciągle prześladowani przez NKWD. Enkawudziści drwiąco do nas mówili – „Wy Polskije Pany”…

CDN

Autor: Salwador Pietruszka