Opowiadanie czy felieton ? Supermarketowy savoir vivre

Gordon Mathews, amerykański antropolog, twierdzi że współczesna kultura jest jak dobrze zaopatrzony supermarket. Tożsamość współczesnego mieszkańca „globalnej wioski” jest głównie tożsamością konsumenta w supermarkecie kultury, którego zachowania konsumpcyjne zdeterminowane są w takim samym stopniu przez wewnętrzne „warunki supermarketu”, jak i przez to, w której części globu się on znajduje.

Jak pisze Konrad Godlewski “w tym, co składa się na kulturę, człowiek z rozwiniętego świata może przebierać niczym w dobrach piętrzących się na półkach wielkiego sklepu. Może się żywić daniami japońskiej kuchni, ubierać w kolekcje z Włoch, tańczyć argentyńskie tango, słuchać niemieckiego techno i zaczytywać się w południowoamerykańskiej literaturze.”

A co do tego, że mieszkaniec powiatu ząbkowickiego jest supermarketowym globtroterem chyba nikogo nie trzeba przekonywać? Liczne markety pozwalają kosztować delicji z całego świata. Możemy przebierać we wszelakich ofertach.

Ale do meritum. Praktycznie w każdy piątkowy wieczór podróżuje po marketowych pułkach szukając wrażeń, a przede wszystkim międzynarodowych smaków. Sklepy, niczym kraje świata, odwiedzam różne. Najczęściej przechadzam się po niemieckich bezdrożach, aby następnie skorzystać z portugalskich promocji. Odwiedzam również wschodnie rubieże, ale tak się jakoś składa, że wszystkie  podróże zazwyczaj kończę w Irlandii lub Szkocji – pochodzące z stamtąd trunki najprzyjemniej łechtają moje podniebienie podczas weekendowego wypoczynku.

W trakcie jednej z takich wypraw, w okolicach norweskich mrożonek, natknąłem się na dwie znajome twarze. Podszedłem, po młodzieżowemu przybiłem piątkę i dalej kontynuowałem swoją podróż. Nie chciałem podsłuchiwać ich rozmowy, ale kiedy jeden z mężczyzn zaczął podnosić głos i intensywnie gestykulować, nie mogłem się oprzeć. Okazało się, że facet nie przebierając w słowach, oburza się na supermaketowe chamstwo. Głośno, od czasu do czasu rzucając mięsem, wyliczał rzeczy, które go denerwują. A to ktoś za głośno rozmawia przez telefon podczas zakupów, a to dzieci biegają bez opieki i na dodatek hałasują, ale najbardziej wkurzało go, gdy ktoś wpycha się w kolejkę. Coraz bardziej podnosząc głos opowiadał historię, która według niego miała być kwintesencją braku kultury.

– Co za babsztyl – krzyczał mężczyzna. Wtryniła mi się w kolejkę mówiąc, że ma tylko kilka produktów. Czy to jest normalne pytał swojego rozmówcę?
Drugi mężczyzna, wyraźnie już znużony całą sytuacją, tylko pojednawczo kiwał głową.
– Nie lubię chamstwa. Ludzie zachowują się jak świnie…

Na słowo świnie przypomniało mi się, że nie kupiłem jeszcze kuraka na niedzielny obiad i udałem się w kierunku mięsnego, a następnie do kas. Gdy przy kasie wypakowywałem zakupione produkty kątem oka zauważyłem, że ostoja supermarketowego savoir vivre również zbliża się do kas. Pomyślałem, że i mnie nadarzy się okazja na wymianę spostrzeżeń dotyczących etykiety, ale zamiast tego usłyszałem pośpieszne pytanie, albo raczej stwierdzenie: Mam tylko kilka rzeczy, a bardzo się śpieszę. Wpuścisz mnie, prawda !?

Cóż miałem odrzec: Jasne stary, śmiało.

Ps. Felieton czy opowiadanie?

Autor: Salwador Pietruszka