Moda w życiu polityka – dobrodziejstwo czy przekleństwo?

Czy nasi samorządowcy są modni? Czy ujmując rzecz bardziej współcześnie, trendy?  Odpowiedź na tak postawione pytanie może być tylko jedna,  raczej nie! A nawet na pewno nie! Brutalna prawda! Aczkolwiek, dotycząca polityków wszelkiej maści i praktycznie każdego szczebla; samorządowego, krajowego, a nawet międzynarodowego.

Polityk w kwestiach mody podobny jest do policjanta; każdego dnia zakłada swój mundur w postaci marynarki, krawata, aby podobnie jak wspomniany wcześniej policjant być lepiej postrzeganym przez opinię publiczną, a przede wszystkim po to, żeby być bardziej wiarygodnym. Chyba nikt z nas nie jest w stanie sobie wyobrazić polityka w t-shircie i krótkich spodenkach mówiącego o rzeczach ważnych? Nikt nie traktowałby go serio. Bez marynarki cała powaga polityka znika, a wszystkie dywagacje zamieniają się w szopkę, w swoisty kabaret. Jak Cię widzą, tak Cię piszą. Dlatego tak rzadko widzimy polityków w ekstrawaganckich kreacjach, które odbiegałyby od ogólnie przyjętego dress code.

Aczkolwiek zdarzają się wpadki. Prawdopodobnie do najsłynniejszej, a zarazem najśmieszniejszej należy historia Aleksandry Miller, która u boku swojego męża oraz ówczesnego premiera Polski witała japońską parę cesarską w sukience w napisy: “Sex, Love,  Romance”.

Na szczęście w powiecie ząbkowickim nie spodziewamy się wizyty pary cesarskiej, a odzienie naszych lokalnych prominentów wystarcza do przyjęcia wizyty magnata szczebla krajowego. Ale tu też nie musimy się niczego obawiać, ponieważ ów wizyty są raczej rzadkością, chyba że jest kampania wyborcza.

Prostota stroju polityka ma jeszcze  inny wymiar, bardziej przyziemny, żeby nie powiedzieć pragmatyczny. Żaden polityk,  podobnie jak drogim samochodem czy zegarkiem, nie chce antagonizować swojego wyborcy bogatym strojem. Polityk musi wyglądać schludnie oraz w miarę elegancko, ale nie może się zanadto wyróżniać, a przede wszystkim nie może epatować, a w konsekwencji drażnić garniturem od Chanel czy krawatem od Hugo Bossa. Żaden wyborca tego nie kupi.

Ubiór w polityce jest częścią wizerunku danej osoby. Za jego pomocą kreuje się właściwy przekaz. Ubiór musi być spójny z postawą, mową ciała oraz dykcją. Wszystkie te kwestie stanowią całość, która ma docierać do tłumów za pomocą odpowiedniego przekazu. Ubiór jest więc okazaniem szacunku wyborcom i sposobem na ukazanie swojego profesjonalnego podejścia.  – tłumaczy Agnieszka Świst – Kamińska, doradca ds. wizerunku, właścicielka Szkoły Męskiego Stylu.

Od początku lat 90 ubiór polityków polskich przeszedł drastyczną metamorfozę. W przeszłości w polskim sejmie “u panów królowały sztruksowe marynarki, kolorowe krawaty, złote zegarki i stylowe okulary. Z kolei panie uwielbiały zakładać swobodne żakiety i garsonki. Łączyć można było wszystko z wszystkim. Zapanowała całkowita swoboda przy dobieraniu poszczególnych części garderoby.” Aktualnie każdy liczący się przedstawiciel władzy ma sztab stylistów, który dba o najmniejszy detal.

Czy naszym samorządowcom ktoś doradza w kwestiach mody? Wątpliwa sprawa, aczkolwiek całkowicie nie można wykluczyć takiego założenia. Niewątpliwie lokalni dygnitarze przywiązują dużą wagę do ogólnie przyjętego stylu w świecie polityki. Czyli wcześniej wspomniany krawat oraz marynarka są na porządku dziennym. Natomiast jedyna kobieta w gronie lokalnych decydentów, Grażyna Orczyk, swoim strojem upodabnia się do kobiet z topu politycznego piedestału. Aczkolwiek brakuje jej, tak dobrze wszystkim znanej, brożki, z której znana jest była premier Beata Szydło.

Wszyscy nasi samorządowcy są raczej konserwatywni  w wyborze stroju. Włodarzowi gminy Stoszowice od czasu do czasu zdarzy się zapomnieć krawata, ale jest to generalnie jeden z najlepiej ubranych polityków szczebla lokalnego. Czasem może się wydawać, że nawet za dobrze jak na gminę wiejską, ale nie możemy zapominać, że Paweł Gancarz jest również prezesem dolnośląskiego oddziału PSL i często pojawia się w lokalnej telewizji.

Wydaje się, że jedynym odstępstwem od ogólnie przyjętych norm jest wąs starosty Romana Festera. A być może to tylko element politycznego modus operandi starosty ząbkowickiego? Bo jak wiadomo wąsy to element kultury sarmackiej i żołnierskiej. To nieodzowny element poprzedniej epoki. Może chodzi o wzbudzenie wśród wyborców nostalgii, i w konsekwencji zbicia politycznego kapitału? Nie wiadomo….

A Wy co sądzicie drodzy czytelnicy? Który polityk z powiatu ząbkowickiego jest najlepiej ubrany?

Autor: Salwador Pietruszka