Pijany operator koparki

Zapraszamy do przeczytania felietonu, który został napisany kilka lat temu w związku z prawdziwymi wydarzeniami, które miały miejsce w miejscowości Jaworek.

„Policja zatrzymuje pijanego kierowcę i pyta: – Jak pan mógł w takim wstanie wsiąść do samochodu? Koledzy mi pomogli – odpowiada kierowca z uśmiechem na twarzy” Żart, być może kiepski, ale jakże prawdziwy. Nie ma też zbytnio z czego się śmiać. Tylko w tym roku, od stycznia do września w naszym powiecie policja zatrzymała ponad 200 pijanych kierowców. A ilu się nie udało zatrzymać? Nikt tego nie wie. Wiadomo natomiast, że najprawdopodobniej ciągle jeżdżą pijani. No bo jak nikt nie złapał, to chyba można.

Ciężko zresztą zrozumieć logikę osoby pijanej. Pije, bo się być może boi jeździć na trzeźwo. Jak tak, to nie ma się co czepiać; w końcu się boi, trzeba człowiekowi pomóc. Wybaczyć, wesprzeć.

Podobnie jest z pijanym pracownikiem. Nie piję, nie robię, pier… – jakoś chyba tak to szło. No i co w takiej sytuacji powinien zrobić biedny pracodawca? Oczywiście ratować fachowca. Lecieć do sklepu, bo inaczej robota będzie stać, Bóg jeden wie jak długo.

A co z tymi na kacu? Ci są najgorsi. Taki to i na szefa na krzyczeć potrafi. Przypuszczalnie w stanie takiego właśnie poddenerwowania musiałby być bohater naszego opowiadania. Zapewne wstał z rana bardzo zły, bo musiał iść do pracy, a przecież wczoraj kumpel z Anglii wrócił i trochę pobalowali. Szef, jak zresztą każdy w tym kraju, nie zrozumiał i kazał przyjść do roboty.

Zniesmaczony pojechał do pracy w okolice Jaworka koło Ząbkowic Śląskich. Wsiadł w koparkę i zaczął kopać, niby co innego miał począć. Tak kopiąc, przypadkowo uszkodził rurociąg gazowy zasilający dopływ gazu do osiedla domków jednorodzinnych w miejscowości Jaworek. Teraz to już na pewno się zwalniam, to wszystko wina szefa – musiał pomyśleć wyjątkowo zbulwersowany tego dnia „operator” koparki. No, bo kogo? Przecież nie jego! On do pracy przyszedł.

Jeszcze na dodatek z tego wszystkie przyjechała policja, pogotowie gazowe. Zupełnie bez przyczyny biorą operatora na spytki, później chcą badać alkomatem. Jakieś fanaberie – okazuje się, że kierowca po wczorajszym, a może i po dzisiejszym, ciągle dycha alkoholem. Osiąga nie lada wynik – 0,42 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu. Na budowie tego dnia jest najlepszy.

Dzięki Bogu dla mieszkańców osiedla uszkodzenie nie było groźne. Służby ratownicze opanowały sytuację i wyciek gazu został zatrzymany. Osiedle nie wybuchło. Koniec problemów, no może nie dla 32-letniego operatora koparki. Jak informuje sierż. sztab.: „Mężczyzna prawdopodobnie usłyszy zarzut narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Przestępstwo to zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 3.”

Żadnego oskarżenia o picie w pracy? Kodeks pracy nie zakazuje. A jest przecież jasne, że do wypadku nie doszło przez alkohol, tylko przez delikatnie  spowolnioną szybkość reakcji.

Autor: Salwador Pietruszka