A co by było gdyby?

Na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy koronawirus został prawdopodobnie odmieniony przez wszystkie przypadki. Jesteśmy stale bombardowani informacjami na temat liczby osób zakażonych,  objętych kwarantanną, no i wreszcie liczby osób, które umarły w wyniku choroby spowodowanej wirusem. Najgorsze jest to, że  liczby stale rosną. A media prowadzą ciągłą aktualizację wyżej wspomnianych danych. Jesteśmy widzami spektaklu telewizyjnego pod chwytliwym tytułem, “Koronawirus”. Czy ów przedstawienie przynosi więcej strat czy pożytku? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć. Ale paradoksem jest fakt, że media, politycy oraz eksperci zachęcają do spokoju jednocześnie generując panikę.

Nie da się ukryć, że Przegląd Powiatowy jest współodpowiedzialny za obecny stan rzeczy. Z drugiej jednak strony wydaje się, że informacja jest lepsza niż jej brak. Chociaż kiedy słyszymy, że Amerykanie przestali kupować świetne meksykańskie piwo Corona, z mniej lub bardziej niewiadomych pobudek, to wydaję się że ludzie ciągle wiedzą, że nic nie wiedzą.

Nie mniej jednak, jedno jest pewne. Metaforycznie wszyscy zostaliśmy zarażeni wirusem z Wuhan na długo zanim dotarł on do powiatu ząbkowickiego w sensie fizycznym. Na Ziemi Ząbkowickiej nie stwierdzono jeszcze żadnego przypadku zakażenia, a w aptekach już zaczyna brakować maseczek ochronnych, środków do dezynfekcji oraz leków na grypę i przeziębienie. Produkty o długim terminie przydatności znikają z półek sklepowych jak świeże bułeczki. A niektóre przedszkola, rzekomo, sprawdzają temperaturę swoim podopiecznym. Panika? A może zwykła prewencja? Jesteśmy jeszcze daleko, a nawet bardzo daleko, od dramatycznej sytuacji jaka obecnie panuje we Włoszech.

A co by było gdyby?

Jest 11 marca 2020 roku. W powiecie ząbkowickim stwierdzono 100 przypadków koronawirusa. Cały obszar zostaje objęty czerwoną strefą. Mieszkańców wezwano, by pozostali w domach, odwołano imprezy sportowe i kulturalne, zamknięte są muzea, teatry i kina, a restauracje i bary zamykane przed wieczorem. Do tego obowiązują ograniczenia w podroży – każdy, kto nie ma pilnej potrzeby, ma pozostać w okolicy swojego miejsca zamieszkania. Wprowadzono też kontrole. Za złamanie zakazów grożą wysokie kary finansowe lub nawet areszt.

Cały powiat ząbkowicki jest odcięty od świata. Dróg dojazdowych pilnują dziesiątki patroli policji i wojska. Wpuszczają tylko pojazdy najważniejszych służb, a także samochody dostawcze, które dowożą żywność do nielicznych otwartych tam sklepów. 18 osobom postawiono zarzuty próby ucieczki z czerwonych stref. Zawieszona została niemal całkowicie działalność firm, zamknięto większość zakładów pracy, żłobki, przedszkola i szkoły, nie działa transport publiczny.

Mieszkańcy okolic Stoszowic mówią zaś, że niemal cały czas słyszą syreny karetek, odwożących chorych do szpitali. “Wytrzymajcie jeszcze tydzień” – apelują do tysięcy ludzi lokalne władze i tłumaczą, że nie mogą jeszcze zlikwidować ustawionych blokad. Czerwone strefy nie zostaną otwartą później, niż początkowo przypuszczano, bo dalej w tych okolicach dochodzi do zakażeń.

Największym problemem w objętych kwarantanną miejscowościach jest brak personelu medycznego, bardzo potrzebnego w związku z szerzeniem się wirusa. Jest tam kilkuset zakażonych. Do niektórych szpitali przybyli lekarze wojskowi wysłani przez Ministerstwo Obrony.

Mieszkańcy czerwonych stref już umawiają się na wielkie świętowanie z okazji zakończenia izolacji.

Powyższy opis przedstawia życie w strefach zamkniętych na północy Włoch, zmienione zostały tylko nazwy. Możliwość takiej sytuacji w Polsce, to ciągle science-fiction. Aczkolwiek dzięki doniesieniom włoskich mediów możemy się przekonać jak wygląda życie podczas epidemii koronawirusa. Czy Polsce grozi taka sytuacja? Niewykluczone. Nie martwy się jednak na zapas. Przede wszystkim nie panikujmy. Ostatnie doniesienia medialne na temat sytuacji w Chinach mówią o zatrzymaniu wirusa i powolnym zażegnaniu kryzysu.

Autor: Salwador Pietruszka