Europejskie klasyki na rozgrzewkę: Od domowej zupy gulaszowej po toskańskie ragu
Gdy temperatura za oknem spada, a dni stają się krótsze, instynktownie poszukujemy w kuchni dań, które nie tylko nasycą, ale przede wszystkim rozgrzeją. To moment, w którym lekkie sałatki ustępują miejsca gęstym sosom, aromatycznym wywarom i potrawom jednogarnkowym. W Polsce niekwestionowanym królem jesiennych i zimowych popołudni pozostaje zupa gulaszowa, jednak warto czasem spojrzeć na południe Europy, gdzie Włosi z równą pieczołowitością celebrują sztukę powolnego gotowania mięsa. Zarówno nasza rodzima adaptacja węgierskiego klasyku, jak i toskańskie ragu serwowane w sercu Rzymu, opierają się na podobnej filozofii: cierpliwości, dobrej jakości tłuszczu i wyrazistych ziołach.
Polski akcent na węgierskim fundamencie
Gulasz, choć z rodowodu węgierski, wrosł w polską tradycję kulinarną tak mocno, że traktujemy go niemal jak danie narodowe. Jego fenomen tkwi w uniwersalności – doskonale smakuje ze świeżym pieczywem, ale równie dobrze sprawdza się jako gęsty sos do placków ziemniaczanych, klusek śląskich czy kopytek.
Choć oryginalna wersja węgierska bazuje wyłącznie na wołowinie smażonej na smalcu, w polskich domach wypracowano własny, równie smakowity standard. Kucharze często podkreślają, że najlepsza, „babcina” zupa gulaszowa powstaje z mięsa mieszanego, wołowo-wieprzowego. Taka kompozycja zapewnia odpowiedni balans smaku i tekstury. Kluczem do sukcesu jest tu obróbka wstępna – mięso pokrojone w niewielką kostkę należy krótko podsmażyć. Zamiast smalcu z powodzeniem można użyć masła klarowanego, które nadaje potrawie szlachetniejszy aromat.
Samo mięso to jednak dopiero początek. O charakterze zupy decydują dodatki, które grają w tym kulinarnym spektaklu równie ważną rolę. Nie może zabraknąć słodyczy marchewki, ostrości cebuli i sycących ziemniaków. Całość dopełnia papryka – najlepiej różnokolorowa, która ożywia danie wizualnie. W garnku ląduje zazwyczaj około 300 gramów mięsa, dwie duże papryki, spora cebula i solidna porcja bulionu wzbogacona passatą pomidorową. Bukiet przypraw jest tu obowiązkowy: od majeranku i tymianku, przez ziele angielskie i liść laurowy, aż po oba rodzaje papryki w proszku – słodką i ostrą. To właśnie te detale sprawiają, że z pozoru proste danie może stać się kulinarnym arcydziełem, a najmniejszy błąd w proporcjach czy czasie gotowania bywa przyczyną kuchennej katastrofy.
Toskańskie smaki w sercu Rzymu
Podczas gdy Polacy doprawiają swój gulasz majerankiem, w rzymskiej dzielnicy Testaccio, na tamtejszym targu, unosi się zapach innej, równie pocieszającej potrawy. W boksie numer 37, pod szyldem Sicché Roba Toscana, gotuje Leonardo Cioni. Ten wysoki szef kuchni, pochodzący z okolic Florencji i Arezzo, przeniósł do stolicy Włoch rustykalne smaki swojego regionu. Już od 10:30 rano z jego niewielkiej kuchni wydobywa się para niosąca woń cebuli, fasoli i duszonego mięsa – najlepsza reklama, która ściąga wzrok przechodniów na wiszącą nad ladą tablicę z menu.
Flagowym daniem Leonarda jest lampredotto – czwarty żołądek krowi, delikatne flaki przypominające wyglądem pofałdowaną tkaninę. Gotowane w aromatycznym wywarze warzywnym i serwowane w bułce z salsą verde, stanowią klasykę gatunku „street food”. Jednak menu zmienia się codziennie, oferując gęste zupy zagęszczane chlebem, potrawy z fasoli i, co najważniejsze, długo duszone mięsne ragu.
Wieprzowina, zioła i białe wino
Toskańskie ragu wieprzowe według przepisu Rachel Roddy, inspirowane kuchnią Cioniego, to doskonała alternatywa dla klasycznego sosu bolońskiego. Sekret tkwi w tłuszczu – mięso musi być przerośnięte. Idealnie sprawdzi się karkówka, łopatka lub podgardle, które w trakcie smażenia wytopią się, nadając sosowi niezwykłą soczystość. W przeciwieństwie do gulaszu, gdzie dominuje papryka, tutaj pierwsze skrzypce grają zioła typowe dla regionu Morza Śródziemnego: szałwia, rozmaryn i liść laurowy.
Proces przygotowania tego włoskiego specjału wymaga, podobnie jak w przypadku polskiego gulaszu, czasu i uwagi. Mieloną wieprzowinę (około 400 g) należy smażyć na oliwie do momentu, aż straci różowy kolor. Dopiero wtedy do garnka trafia drobno posiekana cebula i zioła. Ciekawym akcentem, odróżniającym to danie od wielu innych mięsnych sosów, jest użycie białego wytrawnego wina, które dodaje się przed pomidorami. Gdy alkohol odparuje, wlewamy passatę lub rozgniecione pomidory pelati z odrobiną koncentratu.
Magia dzieje się podczas powolnego duszenia. Sos powinien „mrugać” na małym ogniu przez dwie godziny pod przykryciem. W tym czasie smaki się przegryzają, a sos gęstnieje, tworząc na powierzchni charakterystyczną, lśniącą obwódkę z tłuszczu – znak, że ragu jest gotowe. Jeśli w trakcie gotowania płyn zbyt mocno odparuje, wystarczy dolać odrobinę ciepłej wody.
Finalny efekt to gęsty, esencjonalny sos, który Włosi najchętniej łączą z gnocchi lub szerokimi wstążkami pappardelle. Całość, posypana obficie startym parmezanem lub serem grana padano, stanowi kwintesencję comfort food. Niezależnie więc od tego, czy wybierzemy pikantną, paprykową nutę polskiego gulaszu, czy ziołowy aromat toskańskiego ragu, cel jest ten sam: rozgrzać się i nacieszyć smakiem domowej kuchni w chłodny dzień.